
Luke Slater już od lat zadziwia różnorodnością stylistyczną i regularnością, z jaką wydaje swoją muzykę. Nie można mu przypiąć etykiety określonego gatunku ani przewidzieć jaka muzyka pojawi się na jego kolejnej płycie.

Urodził się w 1968 roku W Reading w Anglii. Praktycznie zawsze znajdował się w otoczeniu muzyki. Uczył się grać na pianinie, potem zainteresowała go perkusja a w końcu przyszedł czas na syntetyczne dźwięki. Eksperymentował ze sprzętem Hi-Fi swojego ojca a następnie zdobył automat perkusyjny Roland 808. Dosyć szybko odkrywał coraz to nowe gatunki muzyczne takie jak acid house czy electro docierające z Chicago i Detroit. Przebywając w Londynie pracował w sklepie muzycznym razem z Colinem Dale (kolejna znana postać sceny UK) oraz Alanem Sage. W 1988 roku został Dj'em w londyńskim klubie Troll. W 1989 roku przenosi się do Brighton gdzie razem z Alanem Sage założył własny sklep muzyczny Jelly Jam, który stał się również wydawnictwem pierwszych nagrań Slatera.
Kolejne nagrania pojawiają się bardzo szybko, prawie tak szybko jak kolejne pseudonimy twórcze Slatera. Muzycznie na początku są to wariacje Detroit techno i elementy funka. Wydaje dla kwaśnego holenderskiego labela Djax-Up, Iridial, związuje się z Peacefrog (świetne mocne klubowe nagrania pod pseudonimem Planetary Assault Systems). Dla bardziej eksperymentalnej ambientowej muzyki zakłada label GPR i kolejny projekt - The 7th Plain.

Bardzo ważny w twórczości Slatera był rok 1997. Muzyk trochę znudzony czystym techno i tą samą etykietą przypinaną do jego muzyki postanowił poszerzyć swoje horyzonty twórcze. Podpisał kontrakt z wytwórnią Novamute i przygotował przełomowy materiał. "Freek Funk" zaskakujący i nietypowy album. "Score" (4 części) to mroczny ambientowy kawałek, "Origin" jest równie mroczy ale bombarduje seriami potężnych beatów. Potem surowe electro

"Are You There" z przefiltrowanym wokalem. Dalej trafiamy na "Engine One" - zmasowany hipnotyczny klubowy atak oraz electro "Freek Funk", powolny bujający "Zebediah", skoczny "Bless Bless", szybki minimalistyczny "Filter 2", funkowy "Time Dancer" i równie funkowy, lekki "Love" bliski stylistyce house a na sam koniec jeszcze powolny jazzujący i połamany rytmicznie "Walking The Line". Właśnie takie albumy wyznaczają nowe granice techno.
Kolejna płyta "Wireless" to wynik drążenie Slatera w rytmach electro i breakbeatach. Brudna funkowa muzyka atakuje ostrymi dźwiękami, czasami prawie punkowym hałasem. Rytmy już nie są tak ułożone, nie ma ta elementów czystego techno, bliżej jest tu do bigbeatu, ulicznego electro tylko znacznie ostrzej. Prawdziwe apogeum osiąga w takich kawałkach jak "Bolt Up" czy "Body Freefall".
Slater nadal kontynuuje swoją podróż po muzyce. Kolejny jej etap to "Alright On Top" (label Mute). Tym razem sięga do elektronicznego popu, odchodzi od formy "kawałków" do "piosenki" z wykorzystaniem głosu wokalisty Ricky Barrowa. Promocja płyty też zmienia formę - teraz będą to występy całej grupy a nie tylko sety dj'skie.