
Chris Cunningham - artysta nowoczesny, oryginalny i przede wszystkim wyraźny w tym co, robi. A czym się zajmuje?
Jako nastolatek zaczynał z malarstwem, dziś jest drum&bass'owym Dj'em. Ale nie takiego go znacie i nie takim go
zapamiętacie. Chris to genialny wizjoner, twórca, wreszcie reżyser. Jest najwyraźniejszą postacią, jeśli chodzi o teledyski
i video do nowo-brzmieniowej muzyki. Stworzył klipy dla Aphex Twina, Squarepushera, Bjork, Leftfield, Portishead,
ale i Madonny. Zanim zabierze się za realizację klipu, uważnie słucha muzyki, do której ma powstać obraz. Następnie
zapisuje na kartce własne skojarzenia z utworem. Przy każdej niemal realizacji na papierze pojawia się terminologia
z dwóch zakresów - seksu i technologii.
- Wszystko dlatego, że gdy byłem nastolatkiem, interesowałem się głównie porno
i robotami - mówi Chris Cunningham. Cunningham należy do nielicznego grona twórców, którzy ze sztuki teledysku uczynili
coś więcej niż tylko najbardziej ekspansywny sposób promowania muzyki. Nikt przecież nie powie, że odpadające członki
bezdomnego Murzyna w "Afrika Shox" Leftfield czy dzieci-mutanty w "Come To Daddy" Aphex Twina są jedynie
komercyjnym chwytem. Brytyjczyk w swoich kilkuminutowych obrazach potrafi zawrzeć wszystko - horror, thriller medyczny,
groteskową komedię oraz perwersyjną erotykę. Wszystko to zdaje się być naprawdę głęboko artystycznym i jednocześnie
nowoczesnym manifestem. W teledyskach Cunninghama bowiem nie zobaczycie waszych ulubionych gwiazd mizdrzących
się do kamery w świetle reflektorów. Ba, będziecie mieli szczęście, jeśli w ogóle zobaczycie w nich swoich idoli. Istnieje wręcz
prawdopodobieństwo, że po obejrzeniu któregoś z obrazów zrealizowanych przez tego 29-letniego reżysera nigdy więcej
nie włączycie telewizora na kanał stacji muzycznej. Dzięki szokującym i budzącym obrzydzenie środkom wyrazu Cunningham
znalazł receptę na perfekcyjne zsynchronizowanie obrazu z muzyką. Sam twórca zaznacza jednak wyraźnie, że obrazy jakie
tworzy, są związane z specyficzną nowoczesną muzyką. Wyjątki zdarzają się także, np. współpraca z Madonną.
Ale z pewnością nie doświadczycie video, zrealizowanego przez Chrisa dla nowopowstałego boysbandu czy wymalowanej
nastolatki. Świat z klipów Cunninghama jest jak "Matrix" odarty z wirtualnej rzeczywistości. Ten sam technologiczny chłód,
ta sama kolorystyka z czernią, szarościami i odcieniami błękitu na czele, a wreszcie równie częsta jak u braci Wachowskich
ekwilibrystyka popkulturalnymi symbolami. Weźmy na przykład sztandarowe dzieło Cunninghama, ponad
dziesięciominutowy teledysk do "Windowlicker" Aphex Twina. Zanim staniemy się świadkami szalonej orgii z udziałem
dziesiątek kobiet o twarzach samego Aphexa, Chris zafunduje nam przezabawną parodię stylu Michaela Jacksona.
Z sunącej po ekranie przez dobre kilkadziesiąt sekund limuzyny wyłoni się Richard D. James aka Aphex Twin, by
odtańczyć flagowy taniec "Króla Popu", oczywiście, z obowiązkowymi chwytami za krocze.


W "All Is Full Of Love" Bjork z kolei Cunningham poda nam to, czego nigdy nie dostaliśmy od George'a Lucasa.
Androgeniczne roboty nie tylko kokietują się nawzajem, jak robili to R2D2 i C3P-O w Gwiezdnych wojnach, ale niemal
decydują się pójść na całość. Temu klipowi warto poświęcić chwilkę uwagi. Cunningham korzysta z dobrodziejstw jakie
oferuje dzisiejsza komputerowa technika manipulacji obrazem. I tak twarz małego cyborga jest twarzą Bjork, całość dopełnia
laboratoryjna pustka, czyli pełnia technologicznych elementów. Klip jest w realizacji i przesłaniu dziełem. Zwłaszcza kiedy
dodać do niego zawartość tekstu, czule śpiewanego przez znaną Islandkę.




Innym elementem charakterystycznym dla reżysera jest moc jaką wywiera na aktorów. Dla Brytyjczyka najważniejsza jest
praca z ludzkim materiałem. Fascynuje go człowiek, jego nieograniczone możliwości. Dlatego, być może, zwykł zmuszać
swoich "aktorów" do nieludzkich wręcz poświęceń.
- Lubię patrzeć, jak muzycy na planie po wielu godzinach ciężkiej
pracy są na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego - mówi reżyser. Lidera Placebo, Briana Molko, udało mu się
nawet doprowadzić do łez. Beth Gibbons z Portishead pracy z Cunninghamem o mało nie przypłaciła życiem. W ostatniej
chwili wyciągnięto ją tonącą ze zbiornika pełnego wody, w którym rozgrywała się większa część teledysku do piosenki
"Only You".


Sztuka Cunninghama jest na tyle "chora", że on sam powinien raczej znaleźć się pod obserwacją w psychiatryku niż nadal
straszyć nastoletnich widzów MTV. Nic z tego. Chris jest całkiem zwyczajnym facetem; wyrośniętym dzieciakiem
przenoszącym swoje młodzieńcze fantazje na grunt "dorosłej" twórczości.
- Zatoczyłem koło. Czuję się dokładnie tak jak
w dzieciństwie, kiedy potrafiłem przez cały dzień siedzieć w swoim pokoju i malować - powiedział w wywiadzie dla
"London Times". Szybko udało mu się wkręcić do przemysłu filmowego, gdzie po raz pierwszy udowodnił uwielbienie dla
koszmaru - już jako szesnastolatek zaprojektował wizerunki przerażających bohaterów horroru "Nightbreed" Clive'a Barkera.
Niemal równolegle zdobył uznanie na brytyjskiej scenie komiksowej. Pod pseudonimem Chris Halls pracował przy komiksie
"Sędzia Dredd", co po latach zaowocowało propozycją wykonania kostiumu, w który Sylvester Stallone wskoczył w kinowej
wersji tej obrazkowej historii. Doceniony jako ilustrator i projektant, Cunningham znalazł się w ekipie trzeciej części Obcego
reżyserowanej przez Davida Finchera, najsłynniejszego chyba autora wideoklipów przechwyconego przez Hollywood.
Stąd niedaleko już było na wyżyny. I tak młody artysta wychowany na terenie bazy amerykańskich wojsk stacjonujących
w Anglii trafił pod skrzydła Stanleya Kubricka. Ale zanim przejdziemy do poważnych projektów, z którymi związany jest
Cunningham, warto wspomnieć słowem i obrazem jeszcze dwa inne klipowe dzieła. Nieco starszy klip zrobiony dla Apfex
Twina "Come To Daddy" i "Come On My Selector" dla Squarepushera. Pierwszy z nich to orgia szybkiego drum&bass'u
i bandy rozwścieczonych dzieci o zmutowanych twarzach, biegających z "baseballami". Całość rozpoczyna staruszka
z pieskiem na spacerze, a kończy istota..., monstrum.




Najlepszym technicznym klipem roku 1998 został natomiast "Come On My Selector". Japońskie, post-technologiczne
laboratorium-więzienie, strażnicy-grubasy i główna bohaterka - malutka Japoneczka z pieskiem, robiąca niezły rozpierdol.
Wszystko ponownie genialnie połączone z muzyką - w tym przypadku ostrym i gwałtownym drill'n'bass'em Squarepushera.



Cunningham próbuje swych sił także jako autor telewizyjnych reklamówek. Czy aby jednak zleceniodawcy przemyśleli,
w czyje ręce oddają swój produkt? Znając Cunninghama, jeśli nawet nie odstraszy klientów, to przynajmniej przyprawi ich
o torsje, czego przykładem jest reklama konsoli Sony PlayStation.

Jak wspomniałem, Cunningham współpracował także z samym mistrzem Science-Fiction - Kubrickiem. Spędził na jego
planie półtora roku, gdzie projektował roboty. Mimo że, trudno wyobrazić sobie większą nobilitację dla fana kina
science-fiction niż asystowanie Kubrickowi, na Chrisie nie zrobiło to większego wrażenia.
- Dziwne. Zdałem sobie sprawę, że pracuję z Kubrickiem i wcale nie sprawia mi to przyjemności - wspomina reżyser.
Bezgraniczną miłością darzy zaś Gwiezdne wojny. Ale przygoda z wielkim filmem trwa dalej. Chris tworzy bowiem epopeję
cyberpunku. "Niebo miało kolor telewizora przełączonego na nieistniejący kanał..." - tak zaczyna się biblia cyberpunku,
powieść Williama Gibsona "Neuromancer". Nikt do tej pory nie porwał się na ekranizację tego niezwykłego kryminału
przyszłości, o którym mówi się często, że zrewolucjonizował i odświeżył fantastykę naukową. Cunningham w młodości
przeczytał "Neuromancera" trzy razy, kiedy więc zabrał się za swój pierwszy film fabularny, wybór był oczywisty.
- To nie powinien być film o technologii - mówi Cunningham.
- Technika ma być tylko tłem. I chyba takie
podejście zjednało mu samego Gibsona, który propozycję reżysera skomentował krótko:
- Ten facet jest geniuszem.
To właściwy człowiek do tej roboty. Case, bohater książki, to kowboj cyberprzestrzeni, człowiek, który łączy się za pomocą
kabla ze światem sieci komputerowej i "wchodzi" w ten świat. W tym nieistniejącym środowisku rozgrywa się znaczna część powieści. Rzecz jasna, pokazanie tego to rzecz karkołomna. Próbowali tego dokonać prostymi środkami twórcy Kosiarza
umysłów. Potem autorzy "Johnny'ego Mnemonica" - jedynego dotąd filmu opartego na prozie Gibsona. W obu przypadkach
wyglądało to jak próba wyprodukowania komputera w zakładzie kowalskim. Dopiero o "Matrixie" mówi się jako o udanym
widowisku z kręgu cybertechnologii. "Neuromancer" ma szanse być podobnym widowiskiem, lecz wyposażonym w znacznie
poważniejszą treść. Powieść Gibsona to historia kalibru 2001: Odysei kosmicznej, tylko czy film ją udźwignie? To wszystko
okaże się wkrótce. Ścieżkę dźwiękową do "Neuromancera" skomponuje...jakże by inaczej - Aphex Twin. Widać więc
wyraźnie, że ekranizacja może spełnić oczekiwania.
- Chętnie i często współpracuję z Richardem D. Jamesem i Tomem
Jenkinsonem, ponieważ to dwóch najlepszych muzyków na świecie - tłumaczy swoją sympatię do flagowych artystów
elektronicznej wytwórni Warp.
- Kiedyś interesowałem się głównie jazzem i muzyką klasyczną, dziś pochłania mnie
progresywna elektronika. Twórczość Aphexa i Squarepushera łączy w sobie wszystkie z moich fascynacji. Chciałbym móc
pracować tylko z postaciami mniejszego kalibru, takimi jak oni, gdyż jako twórca klipów realizuję się dopiero wówczas,
gdy kreuję obraz do muzyki, którą kocham.
Twórczość obu producentów towarzyszy również nowej płaszczyźnie artystycznej działalności Chrisa. Od niedawna
Cunningham próbuje swych sił jako klubowy dj. Oprócz kawałków Aphex Twina i Squarepushera grywa (jak przystało na
Brytyjczyka) ekstremalny drum'n'bass.
- Zmarnowałem zbyt dużo czasu na projekty, które nie interesowały mnie
muzycznie - twierdzi Cunningham. Najwięcej krwi napsuła mu Madonna, dla której nakręcił "Frozen". Gdy wysłał jej taśmę
z dwuminutową czarną dziurą w środku, zapłakana zbudziła go telefonem w środku nocy. Nie wiedząc, że to niedokończona
wersja, zarzuciła Chrisowi zrujnowanie jej całej kariery.



W problemy obfitowała także współpraca z Leftfield. Taneczny duet tak często zmieniał zarówno koncepcje wizualne, jak
i nawet ostateczne wersje utworu "Afrika Shox", do którego miał powstać obrazek, że omal nie doprowadził Cunninghama do
zmiany zawodu. Jako że na polu wideoklipu Brytyjczyk osiągnął już niemal wszystko - sławę, pieniądze i uznanie w oczach
tak publiczności, jak i jurorów teledyskowych festiwali, dalsze losy Cunninghama zależeć będą od ewentualnego sukcesu
"Neuromancera". Sam reżyser już zapewnia, że na filmowej adaptacji prozy Gibsona na pewno nie zakończy swojej
przygody z kinem.
- To by mnie zabiło - mówi. Tymczasem, jeśli zobaczycie jakieś video, które doprowadzi Was do
obłędu, panicznego strachu, wstrętu czy obłędu, sprawdźcie, czy nie przypadkiem Chris Cunningham.