
Każde kolejne wydawnictwo Jorisa Voorna jest dużym wydarzeniem w świecie tanecznej elektroniki. Artysta od samego początku urzeka świeżością i nieprzeciętnością swoich dojrzałych produkcji, których większość jak i na pewno On sam przeszła do klasyków muzyki technicznej. Łatwo rozpoznawalny wpływ tanecznego Detroit[Carl Craig] czy głębokiego, tu, dub'owego Berlina [Maurizio] dał mu podstawy do stworzenia unikatowego stylu. Nie wspominając już o licznych, teraz już prawie unikatowych ep'kach, dał na to przykład na pierwszym albumie "Future History", kompilacji "Fuse Presents", czy ostatnim wydawnictwie "From a Deep Place" dla swojego labelu Green. Niemalże każdy jego release robił nie małe zamieszanie i był ciepło przyjmowany w kręgach artystów jak i słuchaczy. Na początku bieżącego roku, wyszła czternasta już cześć serii "Balance". Będąc raczej sceptykiem do wydawnictw, którymi zachwyca się większa część środowiska, otrzymujących wysokie noty w muzycznych portalach i magazynach, nie mogłem jednak TEGO ominąć....
"Balance 014"to dwupłytowa kompilacja, prawie 2,5 godzinna podróż, w której artysta zmieścił około sto utworów: całych tracków wzbogaconych pojedynczymi bar'ami, doklejonymi melodiami czy przerywanych break'ami innych utworów. Joris Voorn użył w tym przypadku software'u i techniki podobnej jak wcześniej Richie Hawtin na swoim nowatorskim „Transitions”, a później Martinez na „Restructured Layers”, jak sam napisał „malował” dźwiękiem przy pomocy Abletona i Traktora. Mówiąc o „podróży” nie myliłem się, to odpowiednie określenie, artysta wypycha nas już po pierwszych minutach, obezwładnionych, w kosmos dźwięków. Bez zamieszania, tworząc spójną mieszankę żongluje stylami: od ambientu, leftfieldu i dub’u
 , przez disco i synth pop, do minimalu czy electro, co chwila na nowo nas zaskakuje, i wywołuje ciekawość, w którą stronę pójdziemy za chwilę. Bo czy obecność Aphex Twin’a, Radiohead, Flying Lotus’a, Jimpstera Paula Kalkbrennera czy Carl’a Craiga w jednym mixie nie zadziwia? Zdecydowanie nie ma sensu próba opisywania po kolei każdego fragmentu mix’u, nie warto, ponieważ każdy może swobodnie go interpretować, co stwarza jeszcze większą radochę i sprawia, ze chcemy go słuchać znowu i znowu..
Joris Voorn stworzył kompilacje ponadczasową, niemalże uniwersalną: nadaje się na porannego kaca, śniadanie z kobietą, podróż w metrze, popołudniową sjestę, wieczorny jogging czy domówkę w gronie znajomych. Sam napisał, że to wydawnictwo pcha jego osobiste granice do przodu nie tylko w wymiarze techniki, ale również muzycznej i artystycznej drodze. Mnie osobiście wiernemu czarnym analogom, zastanawia: czy to wciąż dj’ing? Jednak w tym przypadku, przestaje być to tak naprawdę ważne. Faktem jest, ze artysta podniósł wysoko poprzeczkę w kategorii kompilacji i dał tym dwupłytowym składakiem wiele magicznych chwil fanom elektroniki.
Kamil Dobrzyniak