
Foma to gęsta, zduszona atmosfera. Im głębsza, tym bardziej narasta. Foma płynie, bulgocze. Foma to uderzenie basu. Płynie nisko i długo. Foma to pętla, nie wiadomo gdzie zaczęta, nigdy nie skończona. Pozostawia niedosyt dalszego ciągu. Foma jest rytmem. Pierwotnym rytmem bębnów, rytmem niewolników płynących na statkach, rytmem szamanów odprawiających modły wokół ogniska, rytmem bicia serca, rytmem kołysania, rytmem flołem, rytmem hopem, rytmem stepem. Foma jest połamana w ukształtowana strukturę
Foma jest czasochłonna. Dopiero po kilku razach odkrywa najsmaczniejsze owoce swojego kwiatu. Foma smakuje szaleńczo. Ma posmak śliwek. Jest słodka od gęstego dymu atomosfery którą roztacza. Dym najlepszego cygara na świecie. Foma wymaga skupienia by odkryć w pełni jej wartość techniczną. Foma jednak nie ma nic wspolnego z tech-. Foma jest org-. Organiczne pochodzenie składników, których genezy nie jesteśmy w stanie określić. Foma jest precyzyjna, lecz robi to z nonszalancją i lekkością. Jest przybrudzona
Foma stanowi o sobie i stara się (robiąc to) nie odnosić do niczego. Foma jest twrórcza, oryginalna. Foma daje się odkrywać, warstwa po warstwie. Foma jest wysublimowanym dubstepem, abstrakcyjnym hiphopem, bujającym klikiem, elektro szumem, a jednocześnie nie jest żadną z tych rzeczy.
Foma to Muzyka.